Jak to się stało?

Mam nadzieję, że do tej pory przeklikaliście się już przez całą stronę. Jeśli nie – zróbcie to NATYCHMIAST! To naprawdę świetne miejsce. Ja i wiele wspaniałych osób dołożyliśmy wszelkich starań aby was zainspirować i pokazać najpiękniej jak się da, to co w życiu najważniejsze – miłość!

A wszyscy przecież doskonale wiedzą, że tę miłość właśnie, to najlepiej widać przez pięćdziesiątkę 1,4. No … może nie wszyscy.
Ale po kolei.

 

Andy Warhol powiedział kiedyś, że: “Najlepszą rzeczą w posiadaniu fotografii jest to, że nigdy się nie zmienia, nawet jeśli robią to ludzie, którzy się na niej znajdują”.

 

Weźcie do ręki zdjęcie z dzieciństwa. Może to, na którym bawicie się w piaskownicy albo to gdy jedziecie na rowerze po raz pierwszy, albo z wakacji pod namiotem – ależ to była ciepła noc! A to z imprezy w liceum? Co to za ubrania? Ja w tym chodziłem?! Jest jeszcze to, na którym udało się zebrać całą rodzinę. Niewiarygodne ile to już czasu minęło!

Chwile, które niegdyś przeminęły jakby niezauważenie dziś wydają się na wagę złota. Bywa, że do tych niedocenianych ułamków sekund będziemy wracać jeszcze wiele razy, aby rozbudzić w sobie emocje, które zostały zachowane na małym prostokąciku.

Jeśli chcecie mojej rady, to łapcie jak najwięcej takich chwil. W końcu tylko raz słowa przysięgi małżeńskiej wypowiecie w kierunku osoby, która jest miłością waszego życia. Tylko kilka dni spędzicie z przyjaciółmi na wyjeździe jaki planowaliście od lat. Jedynie parę godzin będzie trwać pierwsze teatralne przedstawienie waszego dziecka. Minuty – skok ze spadochronu, o którym zawsze marzyliście. Kilka sekund zajmie ogłoszenie wyników w konkursie w jakim braliście udział. To co jednak najczęściej nam umyka, to momenty, które trwają zaledwie ułamki sekund. Spojrzenie surowego zazwyczaj ojca, który błogosławi swoją córkę przed ślubem z trudem ukrywając przy tym wzruszenie. Zachwyt w oczach dziecka, które po raz pierwszy widzi fajerwerki. Para dłoni dwojga zakochanych w sobie osób, która odnalazła się w uścisku po środku tłumu innych dłoni. Szczery uśmiech na widok dawno nie widzianego przyjaciela.

 

Niektóre chwile po prostu chciałoby się zatrzymać i według mnie fascynujący wydaje się fakt,
że … można to zrobić!

 

Kiedyś, przy okazji jednej z uroczystości rodzinnych zrobiliśmy sobie z rodzeństwem mirror selfie, które tak mi się spodobało, że powtarzaliśmy je później co roku. Powstała w ten sposób rewelacyjna seria zabawnych, zupełnie unikatowych zdjęć, które mają dla mnie ogromną wartość. Naprawdę polecam wam skorzystać z tego schematu. Cykliczne zdjęcia, to świetna pamiątka, dzięki której (o ile wam to nie straszne) doskonale widać jak wy i wasi bliscy zmieniacie się na przestrzeni lat. A przy tym to świetna zabawa!

 

2012

2013

2014


2015

2016
Ostatnie zdjęcie posługuje się podobną konwencją jak co roku. Niesie za sobą jednak nieco inny przekaz. Tutaj pojawia się również kolejny element układanki oraz część odpowiedzi na pytanie postawione w nagłówku. Jak to się stało, że teraz czytacie tutaj co mam wam do powiedzenia. Otóż bardzo ciężko (myślę że każdemu ale zwłaszcza mi) byłoby opisać emocje jakie płyną z tego kadru. Wydaje mi się, że nawet najbardziej skrupulatnie dobrane słowa nie są w stanie opisać niektórych uczuć w tak prosty i trafiający niemal błyskawicznie do odbiorcy sposób.

 

Sam nie należę raczej do osób wylewnych, choć do powiedzenia mam sporo. Oto mój sposób na snucie wspaniałych opowieści. Nie słowami, a obrazem.

 

Ale jak się to wszystko zaczęło?

Cóż … początków było kilka. Niestety nie są one tak romantyczne jak bym sobie tego życzył. Prawdę powiedziawszy w pewnym momencie po prostu zdałem sobie sprawę z tego, że nie ma mnie na żadnym zdjęciu! Przeglądam każde, a to z imprezy, a to z jakiejś uroczystości rodzinnej, a to z wycieczki szkolnej. Przeważnie zawsze stwierdzając z rozczarowaniem, że jestem autorem niemal wszystkich zdjęć i nie ma mnie na żadnym z nich! A pozostałe, na których jestem są po prostu słabe!
Nie potrafiłem wówczas zrozumieć jak ta z pozoru prosta czynność jaką jest poprawne wykadrowanie i naciśnięcie spustu migawki może przysparzać innym tyle trudu. Nie rozumiałem jak inni patrząc na zdjęcie nie potrafili dostrzec podstawowych błędów kompozycji. Wtedy była to dla mnie rzecz wyjątkowo zaskakująca. Teraz jednak wiem, (mówiąc bez fałszywej skromności), że w ten właśnie sposób objawiał się już mój talent.

 

Brak wrażliwości można przysłonić solidnym warsztatem, brak umiejętności zatuszować doświadczeniem i praktyką, jednak nic nie jest w stanie zastąpić poczucia estetyki.

 

Ten właśnie czynnik uważam za najważniejszy w pracy fotografa. Ponieważ nie jest możliwe aby doskonalić się w żadnej dziedzinie jeśli nie jest się świadomym dotychczasowych błędów i własnych ograniczeń. Nie posiadając zmysłu estetyki fotograf nie jest w stanie ocenić czy jego dzieło jest wystarczająco dobre, czy może zasługuje na poprawkę lub na, to aby tym razem wylądować w koszu.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie mówię tu o tematyce zdjęć ani o konwencji artystów, bo te bywają różne i niejako nie podlegają one ocenie. Każdy posiada inne spojrzenie na rzeczywistość i każdy w inny sposób przedstawi ją na światłoczułym nośniku. Mówiąc o estetyce mam na myśli proporcje kadru, równowagę ekspozycji, nasycenie światła, paletę barw użytych nie przypadkiem, a celowo i skrupulatnie aby zrealizować temat ujęcia. I tu pojawia się kolejny element w fotografii, który uważam za absolutnie fascynujący! Im mocniej zagłębiam się w tę dziedzinę tym więcej dostrzegam w niej matematyki. Przeliczanie wartości ogniskowej oraz ilości światła wpuszczanego przez obiektyw na przedział ostrości w kadrze po jakimś czasie wchodzi w nawyk. Czas otwarcia migawki dostosowany do gęstości zbliżającej się chmury podczas plenerów – to prawdziwa sztuka. A na temat wpływu koloru i faktury sufitu w kościele na rozproszenie światła można pisać książki!

Zafascynowany również ruchomym obrazem miałem swój epizod związany ze Szkołą Filmową w Katowicach. Starałem się tam dostać na studia, kierunek ‘operator filmowy’. Choć nie udało mi się zdać wstępnych egzaminów przez jakiś czas dołączałem do grupy studentów, którym się powiodło i jako wolny słuchacz towarzyszyłem im podczas wykładów. Już pierwsze słowa pokierowane do nas z ust wykładowcy (Marcina Koszałki) na zawsze już zmieniły sposób w jaki postrzegam fotografię.

 

“Prawdopodobnie wydaje wam się teraz, że jesteście artystami. Pozwólcie państwo, że zburzę ten utopijny stereotyp. Otóż jesteście rzemieślnikami!”

 

Teraz, po upływie kilku dobrych lat wiem, że miał w tym sporo racji. Doświadczony operator kamery lub fotograf postępują według określonych schematów, doskonale wiedząc w jaki sposób wykorzystać narzędzia jakimi dysponują tak aby powstał produkt, który ucieszy oko odbiorcy. W istocie, jest to praca niemal monotonna. Według mnie jednak aby zachwycić potrzeba zdecydowanie czegoś więcej niż wiedza i umiejętności. Trzeba naprawdę kochać, to co się robi. A z doświadczenia wiem, że to właśnie miłość jest najlepszym katalizatorem dobrych kadrów.

 

 

 

 

Teraz znamy się już nieco bliżej. Nie gwarantuję płynności wpisów. Obiecuję za to, że z pewnością pojawią się kolejne 🙂

Karol Kamiński
Studio Czarno-Biali



Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

E & E
Katarzyna i Piotr
Ula i Kamil
Martyna i Bartosz